Maj 30, 2016 by Marta Category: Bez kategorii 0 comments Tags: galeria, przedstawienie, soup city

Niedzielne (29.05.) przedstawienie „Soup City. Ostatnia sprawa Charliego Brokuła” pokazało przede wszystkim jak wielką scenę mamy w 4art. Troje aktorów wcieliło się na niej chyba w ponad 10 postaci. Niemal bez rekwizytów opowiedzieli historię kryminalno-gangstersko-miłosną dla widzów w każdym wieku.

Dzieci uwiedli formą – jedni bohaterowie przedstawienia byli grani przez aktorów, inni przez lalki, którymi poruszali aktorzy. Wszyscy bardzo charakterystyczni i śmieszni, choć opowieść miała być mroczna. Jej język bywał dosadny, bo to przecież gangsterski świat, ale ze sceny nie padło ani jedno słowo nieodpowiednie dla nieletnich uszu.

Także dorosłych mogła oczarować forma. Przede wszystkim to, że „Soup City…” to zabawny pastisz czarnych kryminałów z zaskakującymi zwrotami akcji, kilkoma bijatykami na pięści. Tytułowy Charlie Brokuł momentami do złudzenia przypominał detektywa Philipa Marlowe’a, którego specjalnością były kłopoty. Jego sceniczni partnerzy również w żartobliwy sposób nawiązywali do postaci znanych z powieści Chandlera. Był tu gangster trzęsący podziemnym światem, na zawołanie miał nieco ofermowatych typów od mokrej roboty. Była też kobieta fatalna – taka, co to uwodzi by zwieść.

Aktorzy wykazali się niesłychaną zdolnością szybkiego przeistaczania z postaci w postać na oczach widzów. A tematem osobnych rozważań powinna być rola muzyki w spektaklu. Grało ją na żywo jazzowe trio – było czwartym aktorem w tym przedstawieniu. I to jeszcze jeden dowód na to jak wielka może być mała scena, gdy odda się ją prawdziwym czarodziejom.

Galeria z tego wydarzenia jest tutaj.

Leave a Comment!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *